RSS
sobota, 15 listopada 2014

Drodzy czytelnicy.

Zrodlo mojej inspiracji do pisania tego bloga usnelo.

Znajac go a przede wszystkim siebie sen potrwa przynajmniej do marca.

Piszacy te slowa na paluszkach wycslizguje sie z Jaskini zeby nie zbudzic zwierza. Wroci tu na wiosne.

Dziekuje za komentarze.

Dziekuje za uwage. 

Tagi: sen zimowy
16:42, running_bear
Link Komentarze (1) »
czwartek, 13 listopada 2014

Mimo zimowej pory na drzemke z budzikiem nastawionym juz na marzec Niedzwiedz nie spi.

Jaskni brakuje drzwi i kominka a Misiowi czasu na ich wyrzezbienie odpowiednio z drewna oraz blachy i kamieni. 

Poraz kolejny ostatnie dni poswiecilem konserwacji prosiaka. Mimo wczesniejszych deklaracji Towarzyszy znowu zostalem sam na pokladzie zalaym krwia pysznego mieska. Na pomoc przyszla Panna Dzikowna i wczoraj od rana puszkowaismy w sloiki dokladnie oczyszczone i ubrane w cebulke, papryke i obowiazkowy zestaw ziol kawaleczki dziczyzny.

Nie mam zalu do Bobra ani jego pomiotu za to ze przesiaduja w Kuchni Wspolnej Nory do rana ozmawiajac o czakrach i przyszlosci Malego Bobra. W koncu to wazne rozmowy na szczeblu Ojciec-Syn.

Nie mam zalu do Pana Zolwia, ktory po 25 latach postanowil porzucic ciepla posadke i dolaczyc do Ekipy. Zawital do B. tydzien temu i oprocz znaczneo wkladu finansowego wniosl duuuzo spokoju i medytacyjnej energii do grupy. 

Nie moge miec za zle Panu Kunie ze z wasciwa sobie flegma powoli spieszy sie z ukonczeniem swojej Nory przed zima a moze wiosna... Rzezbienie kwietnych motywow w kazdej frontowej desce jest przeciez priorytetem. Najwazniejsze zeby bylo ladnie, nie? Przeciez cala reszta - sprzataniem kocich kup, zmywaniem, karmieniem zwerzat ogrodkami i przygotowywaniem zarcia na Zime zajma si inni ktorym Wielki Duch poskapil egocentrycznej drabiny priorytetow.

Pan Lis walczy z lekami a zwyciestwo nad nimi jest kluczowe dla zdrowia psychicznego Wspolnoty...no i jego samego przede wszystkim. Pan Kruk- rownie zlekniony, przepelniony strachem paranoiczny typ, z ktorym mialem okazje ostatnio przyjechac stopem otwarcie wypowiedxial wojne Wspolnocie. Jego paranoje urosly do rozmiarow Powietrznego statku braci Montgolfierre. Swoja zlosc i frustracje postanowil zatem wylac na kogos. Znalezc obiekt winy i nienawisci jest latwo zwlaszcza jezeli jego reprezentantem jest dumny icwany Pan Lis.

Oto kilka dni temu stanalem pomiedzy tymi dwoma bardziej jako negocjator i tlumacz niz rozjemca czy tez sedzia walki bokserskiej. Obaj w tej samej kategorii psychotycznych zabuzen osobowosci otrzymali ode mnie upomnienie w postaci dwoch misiowych lap oddzielajacych ich rozgrzane do walki na piesci punkty widzenia.

Obaj warci siebie zyciowi rozbitkowie zasluguja na dluzszy urlop w zakladach zamknietych gdzie rekawy szykownych koszul wiaze sie za plecami. 

Obaj uprawiaja w swoich glowach spiskowe teorie i tak sie uzaleznili od zycia w strachu ze bez niego wydaje sie ono nic nie warte. 

Obaj wedza swoje przypadlosci psychiczne w dymie Makunii.

Lis dodatlowo posadza Pana Zolwia o przynaleznosc do Tajnej Policji dzialajacej na rozkaz Jej Krolewskiej Mosci Tulipanskiej. Jego obecnosc tu mialaby rozpracowac i zapewne zlikwidowac wielce rewolucyjne dzialania Lisa, takie jak uprawianie kartofli bez oprysku, wycinanie suchych sosen w lesie czy zajecie najlepiej utrzymanej ruiny w wiosce....nie mowiac juz o wstawieniu wielkiego okna w jednym z jej murow.
Nie wiem co jeszcze Lis wymysli. Czyim agentem jest Niedzwiedz?

Jedyna konspiracja w ktora jestem gotow uwierzyc to ta ktora am stworze lub stane sie czlonkiem.

Tu w B. czlonkow nie brakuje. Nie ma tylko zadnej konspiracji.

 

08:00, running_bear
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 listopada 2014

Bezsenosc nocy letniej powoli zamienia sie w nieznosna sennosc bytu.

Ledwo Niedzwiedz powrocil z wojazy i sie wyspal, najdal i pomedytowal nad tym i owym a dopadl go od tego wszystkiego wypoczywania spiaczka.

Nie od porannych hibernujacych kapieli w wodzie ponizej norm przyzwoitosci.

Nie od slonecznych dni ani tez od wyatkowej laskawosci Ducha Lasu wyrazonej nadzwyczaj latwym polowaniem. Taak. Ledwo powloczac opuchnieymi nogami postanowilem zalozyc kilka pulapeczek zanim nadejda mysliwi. Po jednej dziennie - na tyle by starczalo sil na doczlapanie sie do przewiewnej jaskini.

Pierwsza. w dobrym miejscu. Trudno dostepnym ale dosc latwym do skontrolowania.

Nastepnego dnia nastepna. (jak nazywa sie wnuk klusownika? - Wnyczek) Dobre miejsce. Trudno dostepne i taktycznie mierne. Glod jednak silniejszy od rozsadku.

Trzeciego dnia miala stanac kolejna ale okazalo ze w poprzedniej juz czekal dziki prosiaczek.

Po dlugiej i nierownej walce wynik 1:0 przez KO dla Niedzwiedzia w 10 rundzie. 

Oprocz Wielkiego Ducha kibicowali mi zzza swiatow Prababcia J. i Stryjek Ach. Tak sie dziwnie zlozyo ze rego dnia przypadaly rocznice ich smierci...

Wielki Dziadek Om Zen tez maczal w tym swoje pazury ale w jego przypadku to juz tradycja.

Tak oto w przededniu zimowego snu zapas mieska powieksza sie o jakies 50 kilo. Czeka mnie kolejnych kilka dni w kuchni i wedzarni a potem juz z gorki czyli byle do wiosny...

No moze jeszcze bimber, zrobic, pstragow nalapac, drzwi i schody w jaskini zalozyc doprosic sie administracji o centralne, drwa narabac...przerabane!

18:51, running_bear
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 listopada 2014

Po ostatnim wpisie calkiem niezle udalo mi sie dotrzec do polowy drogi. Tam Bogowie Autostrad i Drog Krajowych zapomnieli o mnie i uczynili mnie niewidzialnym. Przez ponad 5h. zatrzymal sie jeden kierowca ciezarowki ale jechal w strone hiszpanskiej stolicy i wygladal na milosnika filmow Almodovar'a zainteresowanego bardziej momi otworami fizjologcznymi niz podwiezieniem.

Zmeczenie kazalo mi na predce skonstruowac szalas z kartonow i opon ktore nawet bylo przytulne ale zbyt przewiewne.

Ok.  0320 wstalem. Otrzepalem sie z olowianego pylu i ruszlem jak to sie mowi z kopyta i na azymut. Czesc wzdluz autostrady polami, czesc droga krajowa. W pewnym momencie z przydroznego rowu cos zaatakowalo mnie histerycznym szczekaniem. Odszczekalem sie swojemu przesladowcy i zawolalem. Z mrokow nocy wylonila sie mala trzymiesieczna sunia ktorej matka spala obok czarego labradora a ktorej hodowca najwyrazniej postanowil sie pozbyc prze porzucenie w miejscu gdzie wrony zawracaja a diabl mowi dobranoc.

Ja powiedzialem jej - Dziendobry Shadow- bo dzien juz swital.

Poglaskalem patrzac jak z radosci obsikuje mi buty. Wyglodnialej i spragnionej oddalem resztki bagietki - mojeg sniadania i nalalem troche wody na dlon ktora chciwie wylizala do ostatnij kropelki.

Tak kolejne ladnych pare kilometrow szedlem w towarzystwie dwoch cieni  z dwoma powiekszajacymi sie odciskami na stopach.

Suczka zmienila obiekt westchnien i adresata popiskiwan w miastezku przez ktore przechodzilismy.

Pobiegla za panem ktory z dmuchawa spalinowa rozwiewal kiepy, liscie i moje watplwosci co do sensu podrozy stopem.

W sumie tego ranka zrobilem 37 km.

W kolejnym miasteczku zasponsorowano mi bilet autobusowy. Pozniej ledwie czlapiac doczolgalem sie do wyjazdu z miasta i ku mej radosci zlapalem podwozke. Fajnie bylo posiedziec w furgonetce pracoholika i pogadac z nim. Powspominac sobie czasy kiedy tak jak on - remieslnik - gonilem120 na godzine za dobrym okupionym ltrami wylanego potu groszem.

Ostatni kierowca ktrory mnie zabral okazal sie byc....sasiadem z B. Panem Krukiem. Przebylem z nim ponad 30km drogami krajowymi i zamiast draznic nagnioty na lapach radosnie trzeslem sie w jego land roverze w drodze prze doline prost na glowny plac Wioski. Jeszcze na koniec dostalem butelczyne taniego bourbona chyba z sympatii a moze za dzielnosc.

Mnelo juz kilka dni a mnie nadal ciezko poskladac do kupy obolale nogi i kregi. Prawy nadwyrezony kciuk tez powoli zaczyna siem zginac. Wazne ze duch nie zgasl i wlasnie wraz z switajacym dniem zaczyna sie kolejny odcinek teo szalonego serial pt."Zycie"

CDN

Tagi: autostop
08:18, running_bear
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 04 listopada 2014

eeech(westchniecie)....a potem

uaaaah(ziewniecie)

Po powrocie z Festiwalu Filmow Przyrodniczych w Kraju Kwitnacej Wierzby znajdujemy niedospanego Niedziwiedzia z powortem w Barcelonie.

Powrot do B. stopem musi poczekac jeszcze chwilke az ubedzie chmur i przybedzie slonc. Na dobra sprawe wystarczy jedno. Niekoniecznie to warszawskie.

Wczoraj wieczorem w poszuiwaniu jakiegos legowiska lub nory w jakiejs zacisznej okolicy w sasiedztwie autostrady (hihiji) natrafil na dosc rozlegly park z niebrzydkimi drzewami i gestymi krzaczkami.

Jedno miejsce wydalo sie wyjatkowo przytulne i zabezpieczone przed rykiem pedzacych z A do B pojazdow dwukolowych....ale gdziez tam!

Zgdy tylko zlozylem zmeczone filmowym szalenstwem cielsko w rowno przystrzyzonem runie ze wszechstron pojawili sie biegajacy ludzie. Skad i dokad biegli? Okrazali drzewo pod ktorym probowalem zasnac. Niektorzy lacza chyba jogging ze stepowaniem bo tak niemilosiernie tupali ze zagluszali nawet przjemnie szumiaca autostrade.

Nieopodal wypatrzlem zaryglowana furtke ktora nieomeszkalem przeskoczyc i znalazlem sie w Rozanym ogrodzie im Cervantesa. Z setki laweczek wybralem ta najmieksza i otoczona najpiekniej pachnacmi krzakami. Cudowny zapach szybko przyniosl wyteskniony sen...i choc noc uplynela pod znaiem walki z wiatrem to jednak przywodzil on ze soba coraz to bardziej intensywne zapachy najegztyczniejszych kwiatow ktore czasmi kluja.

Dopiero poranny deszczowy prysznic rozwial zmeczenie, sen i fragrances...

Ciagle pada. Jak tu wystawic paluch w kierunku Lleidy?

Moze zaloze rekawiczke?

Tagi: Cervantes
06:52, running_bear
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 października 2014

Barcelona!

Ech.

"Wszystkie drogi prowadza do Barny"?!

"Zobaczy Barne i umrzec"?!

Anyway....jak mawia Pan Bobr przy kazdej lepszyj czy gorszej okazji..

Najwieksza wies w Katalonii. 

Ale to tylko przystanek (na szczescie!) w misiowej pielgrzymce do Najwiekszej Wsi w Kraju Wierzba Kwitnacej.

Pan w miesnym grzecznie i za darmo, choc z lekkim zdziwieniem zapakowal kawaleczek uwedzonej pirenejskiej swinki w vacuum tak aby jedno ze swietych przykazan transportu lotniczego BHP (po angielsku - Be Happy) zostalo spelnione. Ciekaw jestem czy sluzby lotniskowe przejda do porzadku dziennego nad moim plecakiem pelnym ziolek leczniczych i kilowym ochlapem uwedzonego mieska zy tez bede musial je przewiezc w zoladku? Chmiel moze mnie uspic na trzygodzinny lot. Dziurawiec przyniesie slodkie i psychodeliczne sny. Krwawnik...no coz. W razie zamachu bmbowego lub katastrofy powstrzyma nadmierne krwawienie. Ale szalwia w paczce domowego tytoniu?

Poranna modlitwa do sw. Krzysztofa zostala zapewne wysluchana. "Bedzie Pan zadowolony, Panie Niedzwiedziu" - tak powiedzial.

Perspektywa spedzenia kilku dni w Stolicy Z Palma Posrodku rozgrzewa moje serce. Srodziemnomorskie slonce podnosi temperature ciala. Gdzie tu do najblizszego potoku? Czy jest nim Mediterraneo?

Czas na kapiel. Co z tego ze slona a nie zimna?

 

Tagi: Barcelona
12:34, running_bear
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 października 2014

Czwartkowe schowanie sie ksiezyca przycmilo troche jak sie dotad Niedzwiedziowi wydawalo jasna jak slonce definicje szczescia. Ale przeciez szczescie wnika nie z definicji. Albo jest albo go nie ma.

To sformatowany w Babilonie dysk twardy nieustnnie wraca do tego samego schematu. "Szczescie mozliwe tylko po spelnieniu jakis warunkow".  Gdy wplyw ksiecyza sie zmniejsza, gdy miliardy gwiazd rozpraszaja uwage i skupieni na tu i teraz, powoduja ze wyobraznia wyrusza w miedzygwiezdne podroze do wyimaginowanych zrodel szczescia...

Nie tak zesmy sie umawiali dr Hoffman!

Nagle przeniesienie uwagi z tego co jest (a "To jest to"- ja pisal A.Watts) spowodowalo chwilowe zaburzenia w byciu. Rozedrganie metafizyczne. Utrata rownowagi.

Na szczescie odnalezienie szczescia przychodzi duzo latwiej niz kiedys. Opowiesci snute przez strumien, szeptane przez liscie porywane przez wiatr, czy bezwarunkowa milosc w slepych oczach szesnastoletniej Chilli i mruczeniu czteromiesiecznego Ninjy pmagaja w odnalezieniu ciezki. 

To zawila droga. Gorska. Najezona skalami wymagajaca, zwlaszcza gdy sie po niej stapa na bosaka, zdwojonej uwagi i wtezonego skupienia. Zwlaszcza gdy podziwia sie rdzewiejaca pokrywe lasu nasluchuje tajnych ptasich komunikatow i wywachuje sporod zawracajacych glowe stokrotek niedawna obecnosc zwierzyny.

Niby gdzies na koncu tej drogi czeka jakies zakonczenie ale przeciez nie o zakonczenie tu chodzi.

Gdyby w muzyce chodzilo o zakonczenie wspolczesnie najlepszymi kompozytorami byliby najszybsi. Taniec przestalby miec sens.

Pozwolic wodzie plynac. 

Isc sciezka dla samej radosci z drogi. 

08:22, running_bear
Link Komentarze (1) »
piątek, 24 października 2014

Panstwo Zajaczkowie wyjechali.

Na czas przyjscia malego Zajaczka opuscili Las P. i udali sie na poludnie, gdzie ogrzane jest duuzo latwiejsze niz schlodzenie sie. Przy tymczasowej wyprowadzce pomagala Pani Wilczyca i Pan Niedzwiedzi.

Tony desek. Manatkow. Pudel. Pudelek. Pizderaeczek. Kartonow. desek. Piecyk. Kuchenka gazowa. Czesc z tych rzeczy przenieslismy do Nowej Norki, ktora sobie nasi przyjaciele przygotowali na wiosenny powrot i ktora wybielona wapnem wyglada i pachnie jak stoisko szwedzkiego domu meblowego. Jeszcze nie pachne tam lososiem ale moze kiedyszapachnie pstragiem. Jak pisalem juz kiedys Las P. dzieki nie dajacej sie ukryc obenosci rzeki jest idealnym miejscem na hodowle tych smakowitych rybek. Pani Zajaczkowa bedzie badac sprawe od strony teoretycznej w okolicach rozwiazania.

Zejscie na dol na pomoc sasiadom, powrot o B. poznym wieczorem, poprzedni dzien poswiecony na przygotowanie zimowej grzadki odcisnely sie peitnem fizycznego zmeczenia na niedzwiedzim cielsku.

Bol miesni i stawow jeszcze teraz nie daje o tym zapomniec ale szklaneczka wybornego wina slwikowego na pewno mi pomoze. Kolejna moze pomoc w zachowaniu milczenia podczas zwolnego na dzis Posiedzenia Rady Wspolnoty. Swiadom, ze wszystko co powiem moze zostac uzyte przeciwo mnie wole nie mowic nic. Nie mam przy tym nic sobie do zarzucenia.

Ostatnie zebranie mialo miejse w lipcu. Od tamte pory nazbieralo sie spraw do obgadania tylko gdybym wyjal notatki i zaczal je omawiac. Dopytywac Towarzyszy o wyzszosc makunii nad melonami na drabinie priorytetow, o definicje dzielenia sie, o wizje wioski w przyszlosci itd. itp. to mogloby to zajac kilka dni a poza tym nie bede psul doskonalego samopoczucia i samouwielbienia nikomu psul.

Ciekawym bardzo jak sie spotkanie potoczy. Jakie teorie o zyciu we wspolnocie przedstawi pan Kuna bo z praktyki to zna chyba tylko dziecinstwo i dojrzewanie w bylym kolonialnym imperium ociekajacym soc-kapitalizmem. Co o odpowiedzialnosci znow powie Pan Lis. Samozwanczy Wodz. Nasze Sloneczko...kakaowe.

Niedziwedz wie juz wystarczajaco. Na tyle duzo ze nie musi nic mowic. Ma wizje ktorej sie bedzie trzymal. Jezeli komus z nia nie o drodze....papa.

Szynki, kielbasy i wino do nabycia w zjaskini Niedziwedzia....

06:05, running_bear
Link Dodaj komentarz »

Panstwo Zajaczkowie wyjechali.

Na czas przyjscia malego Zajaczka opuscili Las P. i udali sie na poludnie, gdzie ogrzane jest duuzo latwiejsze niz schlodzenie sie. Przy tymczasowej wyprowadzce pomagala Pani Wilczyca i Pan Niedzwiedzi.

Tony desek. Manatkow. Pudel. Pudelek. Pizderaeczek. Kartonow. desek. Piecyk. Kuchenka gazowa. Czesc z tych rzeczy przenieslismy do Nowej Norki, ktora sobie nasi przyjaciele przygotowali na wiosenny powrot i ktora wybielona wapnem wyglada i pachnie jak stoisko szwedzkiego domu meblowego. Jeszcze nie pachne tam lososiem ale moze kiedyszapachnie pstragiem. Jak pisalem juz kiedys Las P. dzieki nie dajacej sie ukryc obenosci rzeki jest idealnym miejscem na hodowle tych smakowitych rybek. Pani Zajaczkowa bedzie badac sprawe od strony teoretycznej w okolicach rozwiazania.

Zejscie na dol na pomoc sasiadom, powrot o B. poznym wieczorem, poprzedni dzien poswiecony na przygotowanie zimowej grzadki odcisnely sie peitnem fizycznego zmeczenia na niedzwiedzim cielsku.

Bol miesni i stawow jeszcze teraz nie daje o tym zapomniec ale szklaneczka wybornego wina slwikowego na pewno mi pomoze. Kolejna moze pomoc w zachowaniu milczenia podczas zwolnego na dzis Posiedzenia Rady Wspolnoty. Swiadom, ze wszystko co powiem moze zostac uzyte przeciwo mnie wole nie mowic nic. Nie mam przy tym nic sobie do zarzucenia.

Ostatnie zebranie mialo miejse w lipcu. Od tamte pory nazbieralo sie spraw do obgadania tylko gdybym wyjal notatki i zaczal je omawiac. Dopytywac Towarzyszy o wyzszosc makunii nad melonami na drabinie priorytetow, o definicje dzielenia sie, o wizje wioski w przyszlosci itd. itp. to mogloby to zajac kilka dni a poza tym nie bede psul doskonalego samopoczucia i samouwielbienia nikomu psul.

Ciekawym bardzo jak sie spotkanie potoczy. Jakie teorie o zyciu we wspolnocie przedstawi pan Kuna bo z praktyki to zna chyba tylko dziecinstwo i dojrzewanie w bylym kolonialnym imperium ociekajacym soc-kapitalizmem. Co o odpowiedzialnosci znow powie Pan Lis. Samozwanczy Wodz. Nasze Sloneczko...kakaowe.

Niedziwedz wie juz wystarczajaco. Na tyle duzo ze nie musi nic mowic. Ma wizje ktorej sie bedzie trzymal. Jezeli komus z nia nie o drodze....papa.

Szynki, kielbasy i wino do nabycia w zjaskini Niedziwedzia....

06:04, running_bear
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 października 2014

Pierwszy etap produkcji domowych trunkow mozna w B. uznac za zakonczony.

Zstapil na mnie duch Hunter'a Stockton'a Thompson'a i nie wiem czy to za sprawa "Someday my prince wil come" - Miles'a Davis'a ktory sobie teraz furczy i robi ze mnie trabe? A moze to pierwszy lyczek wina sliwkowego? Ktory psotawil mnie na nogi kazal siasc i pisac?

Jablkowy jabol na przetartych anyzowka owocach tarniny zapowiada sie dokonale. zadebiutowal na gieldzie smakoszy nieskomplikowanych domowych napitkow skokiem cisnienia i lekkim zakreceniem sie w glowie Pana Kuny, Bobrow i Niedzwiedzim. Pan Lis, chyba z dumy a moze z zazdrosci nie raczyl probowac.

Moze to i dobrze? Jeszcze by sie upil i zaczal szczekac?

Kolejne etapy w nieodleglej przyszlosci. Gruszka czeka w beczce na destylacje. Do piwa potrzebujemy tylko albo az...podniesienia poziomu higieny. Jeczmien, chmiel oraz debowa beczka juz sa.

W B. prace budowlane pelna para. Coprawda, jak to w komunie, kazdy sobie cos tam skrobie i na wlasna reke konstruuje ale przynajmniej fiesty odbywamy razem. Moze tym razem winko ktore zNedzwiedz zapuscil samemu i ktore tak jak dziczyzne samemu przygotowywal dokladnie pieszczac kazdy owoc stanie sie katalizatorem do jakiejs rozmowy albo nawet dyskusji.

Posiedzenia Rady Medrcow nie bylo od Odnalezienia Zoltej Krowy. Zlotego i Kulawego Cielca. Od tamtej pory wiekszosc decyzji zapada w zaczadzonej dymem Makuni glowie Pana Lisa za cichym przytaknieciem Pana Kuny. Tylko wtedy gdy Pan Niedzwiedz mocno juz spi.

Autorytarna anarchia to ciekawy system spolecznej organizacji. Jedni podejmuja kluczowe decyzje za reszte le pod katem wlasnych korzysci. Jeszcze inni w tym Pan Bobr i autor tych slow maja te decyzje tam gdzie "Pan moze Pana Majstr w dupe pocalowac". Wezykiem. Z jezykiem.

Poza tym milosc kwitnie mimo nieuchronnie nadciagajacej Zimy.

Konstrukcja pod podloge w jaskini juz stoi. W piatek, jezeli Allah pozwoli poloze plyty kamienne a w sobote wprowadze wesoly korowod do nowego M1. Samotny Niedzwiedz, nie liczac bialo-czarnych - Suczki Chilli i Kotka Ninja'y postawi swoje lapska w Jaskini Paltona, Watts'a i bedzie chrapal, snul wizje, pisal Apokalipse wg Niedziwedzia i...raczyl sie pyszniutkimi i trzymajacymi fason oraz moc winkami.

Niech Moc bedzie z Wami

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5